Zmęczenie algorytmami, nadmiarem treści i nieustanną walką o uwagę sprawia, że coraz więcej użytkowników zaczyna szukać w sieci innych przestrzeni niż wielkie platformy. Zamiast niekończącego się feedu wybierają newslettery, podcasty, komunikatory i małe społeczności skupione wokół wspólnych zainteresowań. Ten ruch w stronę mikrowersów i tzw. cozy Internetu pokazuje, że zmienia się nie tylko sposób konsumowania treści, ale także nasze oczekiwania wobec cyfrowego świata: mniej hałasu, więcej kontekstu, relacji i świadomego wyboru.
Mam taką dobrą znajomą, powiedzmy, że na imię jej Ania. Kiedy chcę wiedzieć, co u niej – dzwonię. Ani nie znajdę na żadnej platformie społecznościowej. Nie ma jej ani na Instagramie, ani na Facebooku, nie wrzuca stories, nie scrolluje TikToka. A jednak jest jedną z najbardziej „na czasie” osób, jakie znam. Czyta, słucha, wie, co dzieje się w świecie technologii, kultury i idei. Jak to możliwe?
Nie mam poczucia, że żyję poza światem. Jestem po prostu poza feedem – i to robi różnicę. Nie czuję, że coś mnie omija. Raczej, że mniej mnie wciąga i zalewa hałas. Zyskuję czas, koncentrację, no i spokój. I coś jeszcze: realny wpływ na to, z kim, co i jak dzielę
– mówi Ania.
Relacje, jak dodaje, od zawsze wolała budować w mikroskali. W trybie online z rodziną i przyjaciółmi jest na WhatsAppie, gdzie rozmowy przypominają raczej prywatne salony niż publiczne place. A informacje? Te stara się przyswajać w trybie świadomego wyboru.
Ani sposób na informacje
Jej podejście do newsów i wiedzy bliższe jest slow journalism niż fast news. Zamiast niekończącego się strumienia powiadomień – wybór momentu i formy.
Nie chcę, żeby informacja wpadała do mojego dnia przypadkiem, między jednym powiadomieniem a drugim. Wolę decydować, kiedy i w jaki sposób ją przyjmuję. To trochę jak z jedzeniem: mogę podjadać cały dzień informacyjne fast-foody i czuć przesyt albo usiąść do spokojnego posiłku i go celebrować
– tłumaczy Ania.
Ciekawi was informacyjny rytm Ani? Oto on.
W tygodniu: tryb spacerowy
W dni robocze wybiera krótsze formy, które mieszczą się w rytmie codzienności. Informacje przychodzą do niej głównie w formie dźwięku. Podcasty towarzyszą jej w drodze, na spacerze albo podczas treningu. To, jak mówi, „konkret, kontekst i uporządkowana narracja”. Bez scrollowania, bez presji reagowania, bez poczucia, że trzeba coś natychmiast skomentować. Słucha, przetwarza, a potem wraca do swoich spraw. To, co zostaje z nią na dłużej – zapisuje w Notion, swojej prywatnej bazie wiedzy i inspiracji.
Weekend: dłuższy oddech
Weekend oznacza dłuższe formy i więcej kontekstu. Wtedy Ania słucha pełnych wydań „Raportu o stanie świata”, także tych dotyczących sztucznej inteligencji. Wraca do podcastów takich jak „O zmierzchu” Marty Niedźwieckiej czy „Brzmienie świata z lotu Drozda”.
Czyta też teksty autorów, których subskrybuje na Substacku, oraz wybrane newslettery i prasę – polską i zagraniczną. Bardziej zależy jej na oglądzie „z lotu ptaka” niż na nerwowym byciu na bieżąco. Dlaczego newslettery i Substack?
Substack niektórzy nazywają dziś „anty-Instagramem”. Działa bowiem odwrotnie niż feed.
Nie scrolluję tego, co akurat niesie algorytm, tylko czytam to, co sama wybrałam, już sama subskrypcja jest decyzją. To ja zapraszam autora do swojej skrzynki. Tekst przychodzi i czeka. Nie konkuruje z powiadomieniami, rolkami, komentarzami. Otwieram go wtedy, kiedy mam akurat na to przestrzeń lub ochotę
– opowiada Ania.
Ania ceni też formę esejową, która coraz częściej pojawia się właśnie w newsletterach. Jest w niej miejsce na refleksję i kontekst – coś, czego często brakuje w krótkich, szybkich treściach zaprojektowanych pod kliknięcia. Poza tym – jak zauważa – wiele nowych idei i narracji najpierw fermentuje właśnie tam, zanim trafi do mainstreamu. A ona lubi mieć dostęp do tych pomysłów wcześniej, w mniej wygładzonej wersji.
Newsletter daje jej też coś jeszcze: prywatną bibliotekę.
Mogę archiwizować teksty, wracać do nich, tagować w skrzynce mailowej (swoją drogą mam adres e-mailowy tylko do subskrypcji), odkładać do Notion jako inspiracje do codziennej pracy. Dla mnie to nie jest jednorazowa konsumpcja, tylko budowanie własnego repozytorium myśli.
Choć sposób korzystania z Internetu Ani może wydawać się nietypowy, takich osób jest dziś coraz więcej. Coraz więcej użytkowników próbuje odzyskać kontrolę nad tym, jak, kiedy i od kogo dowiadują się o świecie. A to prowadzi nas do zjawisk, które coraz częściej pojawiają się w analizach trendów cyfrowych: mikrowersów i cozy Internetu.
Czytaj także: Substack – co to za platforma? Newslettery jako alternatywa dla social mediów
Mikrowersy i cozy Internet
Jeszcze niedawno wydawało się, że Internet zmierza w jednym kierunku: coraz większych platform, coraz większych zasięgów i coraz bardziej dopracowanych algorytmów. Facebook, Instagram, TikTok czy YouTube miały być przestrzenią, w której dzieje się wszystko – rozmowa, informacja, relacje i kultura.
Tymczasem coraz więcej osób zaczyna odczuwać wobec tego modelu wyraźne zmęczenie. W odpowiedzi pojawia się zjawisko, które badacze trendów określają mianem mikrowersów albo cozy Internetu – małych, bardziej prywatnych przestrzeni online, w których ważniejsze od zasięgu są relacje, rozmowa i poczucie jakości.

Jak zauważa badaczka trendów Maja Musznicka-Janiec z TRENDIFY.lab, to przesunięcie nie polega na nagłym exodusie z wielkich platform. Raczej na powolnym uświadamianiu sobie ich kosztów.
Ja na pewno obserwuję takie wielkie zmęczenie platformami. Męczy nas to, jak działają algorytmy, jak praktycznie wszystko jest zalgorytmizowane, jak działają reklamy i cały mechanizm uzależnienia. Jesteśmy już dość mocno świadomi tego, jak content podbija dopaminę i jak te mechanizmy działają
– mówi Maja Musznicka-Janiec.
To zmęczenie ma wiele źródeł. Jednym z nich jest natłok treści i coraz większa trudność w odróżnianiu tego, co autentyczne, od tego, co wygenerowane lub zmanipulowane. „Męczy nas też dezinformacja i sztuczna inteligencja, która pojawia się w tych przestrzeniach – wszystkie AI-slopy, wszystko, co nie jest prawdziwe. Żyjemy w świecie, w którym coraz częściej nie wiemy, co jest prawdziwe” – zauważa Musznicka-Janiec.
Internet zmęczony samym sobą
Nie chodzi tylko o technologię, ale także o kulturę korzystania z niej. Wielkie platformy od lat opierają się na logice maksymalizowania uwagi: im więcej czasu spędzamy w aplikacji, tym więcej danych i reklam mogą sprzedać. Ten model opisywała już wcześniej psycholożka społeczna i filozofka Shoshana Zuboff, nazywając go kapitalizmem nadzoru. Z kolei Yanis Varoufakis – grecki ekonomista i polityk, deputowany, były minister finansów – mówi o technofeudalizmie – świecie, w którym platformy przypominają cyfrowe feuda, a użytkownicy funkcjonują na ich zasadach.
Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać te mechanizmy. Ale – jak podkreśla Musznicka-Janiec – świadomość nie oznacza jeszcze zmiany zachowania. „Deklaratywnie mówimy o odwrocie od platform, ale w działaniu indywidualnym nadal z nich korzystamy. Bardzo dużo naszej codziennej aktywności jest z nimi związane”.
To paradoks współczesnego Internetu: jesteśmy nim zmęczeni, a jednocześnie trudno nam go porzucić. Platformy stały się bowiem nie tylko miejscem rozrywki, lecz także komunikacji, pracy i informacji.
Poszukiwanie jakości
Dlatego zamiast spektakularnej ucieczki obserwujemy raczej powolne przesuwanie się użytkowników w stronę innych przestrzeni. Jednym z najważniejszych powodów jest potrzeba jakości.
Jesteśmy w takim momencie, kiedy tworzona jest ogromna ilość treści i ta ilość cały czas rośnie. A będzie jeszcze większa, bo generatywna sztuczna inteligencja przyspiesza proces ich tworzenia. W takiej sytuacji coraz więcej osób zaczyna szukać czegoś, co nas zatrzyma, czegoś bardziej przemyślanego i mniej generycznego
– mówi Musznicka-Janiec.
W raportach trendowych pojawia się nawet pojęcie anti-algorithm – sprzeciwu wobec świata, w którym każda treść jest dopasowywana przez algorytm. W odpowiedzi rośnie zainteresowanie miejscami przypominającymi Internet sprzed lat: bardziej kameralnymi, wolniejszymi i mniej podporządkowanymi metrykom. Nie bez znaczenia jest też nostalgia. „Ja mam w sobie ogromną nostalgię za takim niegdysiejszym, „prawdziwym” Internetem i autentycznie za nim tęsknię” – przyznaje Maja Musznicka-Janiec.
Czytaj: Czy Internet, który znamy, się kończy? Co z promocją NGO w sieci?
Gdzie przenoszą się rozmowy
Nowe przestrzenie są siecią mniejszych miejsc, które pełnią różne funkcje. W wielu przypadkach są to komunikatory i grupy dyskusyjne. „Dobrym przykładem jest WhatsApp, który działa jako przestrzeń rozmów i czatów. Widzimy też powrót do grup dyskusyjnych na Discordzie, Reddicie czy nawet na Facebooku” – mówi Musznicka-Janiec. To, co je odróżnia od klasycznych mediów społecznościowych, to punkt ciężkości. Zamiast wizerunku i zasięgów pojawia się rozmowa wokół wspólnego tematu.
Najważniejsze jest to, że są skupione wokół wspólnych zainteresowań, pasji czy fandomów. Zawsze jest jakiś punkt styku. Nie są zorientowane na wizerunek, tylko na konkretne tematy
– podkreśla Maja Musznicka-Janiec.
Równolegle rośnie popularność newsletterów i platform takich jak Substack. Tam społeczności budują się wokół autorów i ich perspektywy. W przeciwieństwie do platform społecznościowych, gdzie treści konkurują o uwagę w jednym niekończącym się strumieniu, newsletter działa jak bardziej świadoma, redakcyjna selekcja.
Czytaj: Jak korzystać z kategorii, etykiet i narzędzi w Gmail do porządkowania informacji z sieci
Internet kuratorów
Ten model prowadzi do jeszcze jednej zmiany: powrotu roli kuratora treści. W świecie nadmiaru informacji coraz więcej osób szuka nie tyle nowych platform, ile zaufanych przewodników – ludzi, którzy potrafią wybierać i porządkować treści.
To powrót do logiki znanej z mediów tradycyjnych: redaktorów, autorów i gospodarzy społeczności, którzy nadają sens ogromnej ilości informacji. W mikrowersach zasięg przestaje być jedyną walutą, a znaczenie zyskują kontekst, moderacja i relacje.
Czy to naprawdę alternatywa?
Jednocześnie trudno mówić o pełnej niezależności od gigantów technologicznych. Mikrospołeczności wciąż często korzystają z ich infrastruktury.
„Ta zależność nadal jest duża. Jeśli ktoś prowadzi newsletter na Substacku, najłatwiej poinformować o nim społeczność przez media społecznościowe, gdzie już mamy publiczność”
– mówi Maja Musznicka-Janiec.
Wielkie platformy także dostrzegają zmianę i starają się ją przechwycić. Instagram wprowadza kanały nadawcze czy funkcje udostępniania treści tylko dla bliskich znajomych. To próba stworzenia cozy przestrzeni wewnątrz ogromnego ekosystemu.
Fragmentaryczny Internet
Zmiana niesie jednak także ryzyka. Zamknięte mikrospołeczności mogą wzmacniać bańki informacyjne i polaryzację. „Już teraz funkcjonujemy w świecie ogromnej polaryzacji i baniek. Zamykanie się w mniejszych grupach może to pogłębiać” – zauważa Musznicka-Janiec.
Jednocześnie warto pamiętać, że algorytmy wielkich platform również fragmentaryzują rzeczywistość – każdy użytkownik widzi trochę inną wersję świata. Dlatego przyszłość Internetu prawdopodobnie nie będzie polegała na zastąpieniu jednego modelu drugim. Raczej na współistnieniu wielu równoległych przestrzeni.
Myślę, że architektura Internetu rzeczywiście się zmienia i jest w trakcie przebudowy. Możemy się spodziewać, że Internet będzie coraz bardziej poszatkowany i sfragmentaryzowany
– mówi Maja Musznicka-Janiec.
W tym scenariuszu wielkie platformy pozostaną czymś w rodzaju cyfrowej telewizji – miejscem informacji i widoczności. A obok nich będą istnieć mikrowersy: mniejsze, bardziej prywatne przestrzenie, w których buduje się relacje i rozmowy. „Może się okazać, że zasięg przestanie być jedyną walutą Internetu, a znaczenie zyskają mniejsze, bardziej jakościowe przestrzenie” – podsumowuje Maja Musznicka-Janiec.
Inne teksty, które cię zainteresują: