Pomoc dla powodzian w wersji 2.0, czyli jak chińscy internauci użyli znanych narzędzi w nowy sposób 

Pomoc dla powodzian w wersji 2.0, czyli jak chińscy internauci użyli znanych narzędzi w nowy sposób 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Po serii katastrofalnych powodzi, do których doszło w lipcu 2021 roku w centralnych Chinach, tamtejsi internauci zaczęli organizować pomoc dla poszkodowanych za pośrednictwem ogólnodostępnych narzędzi w Internecie. 

Nad miastem Zhengzhou, stolicą prowincji Henan, 20 lipca dosłownie oberwały się chmury i nadeszła ulewa, jakiej nie widziano nigdy. W chińskich mediach określono ją jako powódź tysiąclecia. W ciągu godziny na miasto i okoliczne rejony spadło tyle wody, co statystycznie przez cztery miesiące. Dobowy opad z kolei przekroczył łączną sumę wody, jakiej miasto doświadcza w ciągu… całego roku. Tego nie mógł wytrzymać żaden system odprowadzania wody.

Doszło do potężnych zniszczeń, śmierć poniosły dziesiątki osób (10 dni po powodzi władze mówią o co najmniej 70 ofiarach śmiertelnych). Ludzi zalało po szyję w wagonach metra, ulicami płynęły rzeki pełne samochodów, ziemia otwierała się w losowych miejscach grzebiąc tych, którzy starali się nieść pomoc innych. 

Technologie ze społeczną misją. Subskrybuj newsletter!

Kucharze na pomoc

Gdy deszcze przeszły, a woda zaczęła opadać, zaczęła się na dobre akcja ratunkowa. Chińskie media opisywały jak w pierwszych dniach ratownicy i poszkodowani jedli wyłącznie zupki instant tak, że aż bolały ich usta od za twardego makaronu, którego nie było jak podgrzać. W odpowiedzi na to mieszkańcy okolicznych miast zaczęli organizować pomoc i jechać samodzielnie tworzonymi konwojami z ciepłymi daniami gotowanymi specjalnie dla ludzi w Zhengzhou czy Xinxiang. Mówili, że czuliby się źle ze świadomością, że niedaleko nich trwa akcja ratunkowa, a oni bezczynnie pozostają we własnych domach i nie pomagają sąsiadom. 

Skąd jednak było wiadomo, gdzie pomoc jest potrzebna najbardziej? Doszło do niezwykłego zjawiska, bowiem do działań tradycyjnych służb ratunkowych dołożono spontanicznie arkusze z Tencent Docs, chińskiego odpowiednika Google Docs z listami potrzebujących. Taki dokument był otwarty dla wszystkich chętnych, można było sprawdzić co i gdzie trzeba zrobić czy zawieźć, a nawet zlokalizować osoby z terenów najgorzej dotkniętych powodzią i zaoferować im transport w bezpieczne, suche miejsce. 

Dokument dla wszystkich poszkodowanych

Internetowy dokument zatytułowany „lista osób potrzebujących pomocy” zrobił furorę w chińskiej sieci. Dostawcą usługi jest koncern Tencent, gigant, do którego należy m.in. WeChat, komunikator, z którego korzysta ponad miliard użytkowników. Zaraz po nawałnicy w nocy 20 lipca stworzyła go Li Rui, studentka z prowincji Henan, który obecnie uczy się w Szanghaju. Informacje o jej projekcie można znaleźć tutaj, a tu przebieg godzina po godzinie.

Arkusz kalkulacyjny stworzony przez Li rozwinął się w kompleksowy system informacji ratowniczych.

Arkusz kalkulacyjny stworzony przez Li Rui rozwinął się w kompleksowy system informacji ratowniczych.

36 godzin później edytowały go ponad dwie setki wolontariuszy. Zestawienie odwiedzono w ciągu kilku dni dwa i pół miliona razy, edytowano 20 tys. razy. Poza informacjami o potrzebujących Li (podpisująca się Manto) oraz pozostali edytujący umieszczali porady o tym, czego unikać podczas powodzi. Przypominano, by nie dotykać przewodów elektrycznych i stosować się do zasad bezpieczeństwa. 

Podobne rozwiązanie zastosowano na platformie Shimo, która udostępnia w chmurze dokumenty otwarte dla użytkowników. Chiński Internet nie dopuszcza do swojego rynku Google, zatem znane nam aplikacje od tej firmy są niedostępne. Ich miejsce zajmują liczne chińskie odpowiedniki. 

W prowadzeniu jak najskuteczniejszej akcji ratunkowej wykorzystywano również media społecznościowe. Serwis Weibo, odpowiednik Twittera (również nie ma wstępu na chiński rynek), służył za jedno z centrów informacyjnych o skutkach powodzi. Wspominany niezwykle popularny komunikator WeChat, który w Chinach służy dosłownie do wszystkiego (jako wirtualny portfel, aplikacja do kupowania biletów, centralny punkt dostępu do aplikacji), dołożył do swojej oferty tzw. mini program, rodzaj wbudowanej w komunikator aplikacji (to rozwiązanie jeszcze nie jest u nas stosowane, trudno je porównać do czegoś znanego z naszego rynku), za której pośrednictwem ludzie chętni do pomocy umieszczali swoje ogłoszenia dla poszkodowanych z Zhengzhou i okolic. Taki mini program skutecznie łączył potrzebujących z wolontariuszami. 

Dron nowej generacji

Z pomocą przyszły także koncerny. China Mobile, chiński gigant telekomunikacyjny, wysłał nad zalane tereny drony Pterodactyl 2H, które działały jako mobilne maszty telekomunikacyjne. Jeden taki dron obsługuje sieć na obszarze o promieniu 50 km. Ten wysłany nad miasto Mihe obsługiwał łącznie ponad 2,5 tysiąca użytkowników, a jednocześnie niemal 650. Firma produkująca Pterodaktyle, Aviation Industry Corporation of China, znalazła się w czerwcu 2021 roku na liście przedsiębiorstw bez wstępu na amerykański rynek przygotowanej przez administrację Joe Bidena. 

Alibaba, lider nie tylko chińskiego, ale i światowego e-handlu, poinformowała o przekazaniu kilku transz środków pomocowych o wartości 100 mln juanów (ok. 15,5 mln dolarów) każda. Na mapy AutoNavi udostępniane przez firmę naniesiono informacje o terenach zalanych. Część koncernu odpowiedzialna za dostawy, Cainiao, zobowiązała się dbać o zaopatrzenie mieszkańców Zhengzhou w najbardziej potrzebne produkty za darmo. Wreszcie ByteDance, czyli właściciel TikToka, przekazał 100 mln juanów dla dzieci z poszkodowanych terenów. Celem jest pomoc dla sierocińców i szkół, które ucierpiały w powodzi.

Przeczytaj także:

UDOSTĘPNIJ
Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Druk
AUTOR WPISU
NEWSLETTER
NEWSLETTER
NEWSLETTER