Ułatwienia dostępu

Droga do zrozumienia maszyn i mechaniki ich wpływu

Droga do zrozumienia maszyn i mechaniki ich wpływu blog
Mimo, że żyjemy obecnie w polikryzysie, gdzie rzeczy zmieniają się pod wpływem impulsu – globalne temperatury, zanieczyszczenie, degradacja ziemi, niepewność gospodarcza, rozszerzające się możliwości konfliktów regionalnych i globalnych, rosnąca polaryzacja i dezorientacja co do tego, gdzie są problemy i jakie rozwiązania możemy zastosować – żyjemy również w cyfrowej sferze wpływu, która w skrócie może być znacznie mniej pomocna, niż mogłoby się wydawać. A wszyscy chcemy mieć na coś wpływ w taki czy inny sposób, a przynajmniej taką mamy nadzieję.
Spis treści

Mimo iż żyjemy obecnie w polikryzysie, gdzie rzeczy zmieniają się pod wpływem impulsu – globalne temperatury, zanieczyszczenie, degradacja ziemi, niepewność gospodarcza, rozszerzające się możliwości konfliktów regionalnych i globalnych, rosnąca polaryzacja i dezorientacja co do tego, gdzie są problemy i jakie rozwiązania możemy zastosować – żyjemy również w cyfrowej sferze wpływu, która w skrócie może być znacznie mniej pomocna, niż mogłoby się wydawać. A wszyscy chcemy mieć na coś wpływ w taki czy inny sposób, a przynajmniej taką mamy nadzieję.

Oryginalny tekst autorstwa Marka Tuszyńskiego pochodzi z bloga Tactical Tech (The quest to understand influencing machines) i został przetłumaczony z języka angielskiego. Oryginał dostępny na zasadach licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa (CC BY) 4.0.

Wpływ w kontekście kryzysów nie jest oczywiście nowym zamysłem. Już w Starożytnym Egipcie, ci którzy mieli kontrolę nad informacjami i wiedzą, na różne sposoby wykorzystywali trudne do zrozumienia wydarzenia (powodzie jako anomalia) lub niewytłumaczalne fenomeny (zjawisko zaćmienia słońca), by manipulować i kontrolować opinię publiczną.

Mieli też jeden cel: utrzymać status quo władzy. Może się wydawać, że żyjemy w czasach, w których powinno to być trudniejsze – ale wygląda na to, że tak nie jest. Polikryzys, w którym nakłada się na siebie wiele lęków, jest żyznym środowiskiem do przenoszenia tych starożytnych umiejętności na nowy poziom.

My, użytkownicy zdigitalizowanego świata, zdajemy się podążać w dwóch różnych kierunkach, próbując zrozumieć narastanie i zanikanie różnych kryzysów.

Pierwsza droga to podążanie za różnego rodzaju mainstreamowymi mediami lub za tym, co z nich zostało, na platformach, które znikają nam sprzed oczu. Ta droga może dotyczyć osób w średnim wieku, które zaczęły korzystać z Internetu, gdy zapowiadał się jako krok naprzód w stosunku do sfery medialnej wczesnych lat dziewięćdziesiątych, którzy teraz mówią, że ta rewolucja informacyjna nie była tak demokratyczna, jak myśleliśmy. Niektóre osoby z tej grupy są nostalgiczne, raz na jakiś czas kupują drukowaną wersję gazety, którą czytają do swojego flat white’a, próbując sobie przypomnieć, jak to się składało tak duże kawały papieru. Spędzając czas w Internecie, szukają ulubionych kącików, w których mogą zaparkować wśród innych podobnie myślących i podyskutować z ludźmi o tym samym punkcie widzenia. 

Jest też inna droga: królicza nora, gdzie królik to tak naprawdę kot, a nora niekończąca się, mieniąca się tęcza. Ta droga wydaje się tyczyć zarówno młodszych, jak i starszych osób – jedna grupa jest często określana jako natywna (rodzima), druga zaś jako naiwna

Osoby nostalgiczne i naiwne są spóźnione względem otaczającej rzeczywistości, mają za duże lub za małe zaufanie do nowych formatów, za pośrednictwem których dostarczane są informacje na temat kryzysów, w których próbują się poruszać. 

Uogólnienia naprawdę nie mają sensu, zwłaszcza uogólnienia pokoleniowe. Mimo to jest jednak jedna rzecz, którą należy tu powiedzieć: ta grupa wolałaby raczej łączyć własne narracje wokół kryzysów, których doświadczają, z tych miejsc, którym bardziej ufają – rozproszonych, zdecentralizowanych, nieocenzurowanych, polecanych i przypadkowych mieszanek źródeł – co ich zdaniem jest dobre, ponieważ jest sprzeczne z mainstreamem. Jest to nowy mainstream.

Rzecz w tym, że oni są właścicielami tego mainstreamu – powstała dzięki ich opiece kuratorskiej i coraz bardziej staje się ich głosem. Mimo całej swojej kreatywności, w jakiś sposób wszystkie trzy podejścia – nostalgiczne, natywne i naiwne – są zepsute. W końcu wszystko ma mniej sensu niż przed rozpoczęciem (czytania, patrzenia, oglądania, słuchania) podróży.

Zamiast śledzić historie wychodzące z branży technologicznej (która zmonopolizowała narracje zarówno o technologii, jak i o kryzysach) – pomyśl o przerażających lub niemożliwych historiach (człowiek na Marsie, sztuczna inteligencja zabijająca nas wszystkich itp.). Nie powinniśmy tracić z oczu innych, mniej nagłówkowych wydarzeń i pozwolić sobie na bycie nieco mniej „trendy” i mniej skupionym na tu i teraz.

Zamiast tego musimy przyjrzeć się temu, co jest normalizowane w sferze informacyjnej oraz temu, jakie są długoterminowe implikacje dla tego, jak żyjemy jako mieszkańcy świata w różnych kontekstach z różnymi przywilejami i ograniczeniami. 

Musimy zbadać o to, jakich narzędzi używamy jako społeczeństwa, aby zrozumieć te kryzysy – co jest dla nas dobre, a co nie, jakich narzędzi używamy do dyskutowania i rozważania naszych opcji oraz jakich narzędzi powinniśmy próbować użyć, aby znaleźć realne rozwiązania.

Musimy znów przemyśleć sposób, w jaki radzimy sobie z informacjami w kontekście kryzysów.

Konflikty, klimat, katastrofy gospodarcze, globalne załamania zdrowia publicznego – to, w jaki sposób otrzymujemy informacje, w co wierzymy, a w co nie, i jak wspólnie rozwiązujemy te kwestie, ma znaczenie. Dotyczy to zarówno osób, których zrozumienie technologii zatrzymało się na ostatnim użyciu magnetofonu lub Walkmana, jak i tych, którzy nigdy nie zetknęli się z tak starą technologią.

Tracimy umiejętność weryfikowania informacji podczas ewoluujących kryzysów być może dlatego, że wszystko może teraz naśladować to, co kojarzy im się z jakością i zaufaniem (tj. biura prasowe, wykresy czy poważane tytuły). Innym powodem może być to, że nigdy nie mieliśmy silnie rozwiniętej edukacji medialnej i oceny poznawczej.

W świecie, w którym wszystko staje się newsem, żyjemy w stanie ciągłej nagłości, co prowadzi do nowych sposobów konsumowania, podczas gdy nasza zdolność do oceny tego, co naprawdę ważne zanika. Nasza percepcja świata, kreowana przez te wybuchy nagłości, zmusza nas do stawiania na szybkie rozwiązania i ekstremalne wyrażanie naszych poglądów. Oczywiście, jest to korzystne dla tych, którzy czerpią zyski z dezorientacji i chaosu.

Musimy od nowa przemyśleć sposób, w jaki radzimy sobie z informacjami w kontekście kryzysów. Naprawdę wszyscy. My, cyfrowi użytkownicy zdigitalizowanego świata, musimy się ogarnąć. Jest to fakt, z którym wszystkie pokolenia – nostalgiczne, natywne, naiwne – powinny się zgodzić. To, jak odkrywamy świat, to czemu i komu ufamy i dlaczego, w kontekście kryzysów wymknęło nam się spod kontroli i musi się zmienić. Potrzebujemy miejsca, w którym możemy się spotkać. Musimy na nowo wymyślić sposób, w jaki rozmawiamy o trudnych sprawach i je rozwiązujemy, szanując przy tym wszelkie fundamentalne różnice, z którymi przychodzimy do stołu tudzież ekranu.

Obywatelskie centrum operacyjne jest jednym ze sposobów, w których możemy się zmierzyć z niektórymi kwestiami (warto przyjrzeć się temu projektowi, który jest obecnie opracowywany przez Tactical Tech). Musimy się zebrać razem. Z jednej strony, powinniśmy przyjrzeć się bliżej temu, jak narracje są kształtowane i promowane wokół spraw, na których nam zależy w naszych społecznościach, społeczeństwach i naszych domach. Z drugiej zaś, powinniśmy się zebrać, by zobaczyć, jak radzić sobie z kwestiami i problemami bezpośrednio, bez wpadania w królicze nory, fikcję spiskową i niesatysfakcjonujące powtórzenia wypranych i zafoliowanych historii. 

Nadejście generatywnej AI i mediów syntetycznych dramatycznie pogarsza sferę informacyjną.

Jest jeszcze jedna warstwa tej historii: jak wpływ porusza się przez ten cyfrowy krajobraz medialny, teraz dodatkowo doładowanym przez sztuczną inteligencję? By posprzątać ten bałagan, musimy jeszcze wyłożyć jeszcze trochę kawy na tę ławę. 

Po pierwsze: jeśli zajmujesz się wpływem to polaryzacja, dezorientacja i nieufność są bardzo dochodowe i niezwykle żyzne. Zwłaszcza w wypadku, w którym wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, jak to w kryzysie. Jest to obecnie często powtarzany i powszechnie uznawany problem, ale w jakiś sposób – pomimo całej złej prasy (o ironio) i wszystkich organów regulacyjnych zajmujących się tą kwestią – nie został on jeszcze naprawiony. 

Zamiast tego, do ognia dolewa się jeszcze więcej paliwa. Pojawienie się generatywnej sztucznej inteligencji i mediów syntetycznych dramatycznie pogarsza sferę informacyjną. Obecny stan nieładu informacyjnego, w którym wszystko, co postrzegamy naszymi własnymi zmysłami, jeszcze bardziej się pogarsza. 

Nie chodzi tylko o to, że to, co sfałszowane jest złe. Chodzi również o to, że to, co nie jest fałszywe, może zostać oskarżone o bycie fałszywym w przypadku, gdy wygląda podobnie. Wierzysz w to, w co chcesz wierzyć, ponieważ praca nad oddzieleniem tego, co fałszywe, od tego, co prawdziwe, jest daremna.

W kontekście kryzysów to wszystko staje się jeszcze większym problemem. Bo przecież nikt nie chce przez te kryzysy przechodzić. Zakłócają porządek rzeczy, zmieniają sposób, w jaki należy funkcjonować i podważają nasze strefy komfortu, zmuszając nas do walki, ucieczki lub zamrożenia. Każda nowa technologia wydaje się równie szkodliwa dla naszego wszechświata informacyjnego i wymaga analizy, ale także nowych strategii ogarnięcia, co z nią zrobić. Wszyscy jesteśmy powoli szkoleni na intuicyjnych myślicieli, zamiast doskonalić nasze umiejętności analitycznego myślenia, co nie pomaga nam się ani zjednoczyć, ani zniwelować podziałów.

Po drugie: musimy porozmawiać o branży wpływu, ponieważ ilość informacji, która płynie od nas i przepływa przez nas, trafia do nas z założenia, często poprzez reklamę, ale nie tylko.

W Tactical Tech, poprzez pracę nad Influence Industry Project (Branżą Wpływu), wiemy, że natura wpływu bardzo się zmieniła i przyspieszyła w ostatnich latach. Udało nam się zmapować już jej rdzeń. Możesz to sobie wyobrazić jako setki klonów Cambridge Analytica. Jeśli nie pamiętasz, co nabroili, oprócz uzyskania dostępu do danych osobowych milionów użytkowników pobranych z Facebooka, byli także pionierami, jeśli chodzi o zestaw mikrotargetująch, manipulacyjnych taktyk wpływu użytych w kampaniach politycznych, nie zważając na etykę, kwestię zgody lub wiarygodność. 

Przyjrzeliśmy się dokładnie metodom używanym przez tę branżę (znanym jako „martech”). Technologie są często bardzo podobne do tych stworzonych do sprzedawania nam najróżniejszych rzeczy, tutaj jednak są użyte do pomysłów, opinii i wpływają na sprawy wokół nas, które nas łączą i dzielą, takich jak polityka, lub spraw zapalnych, jak klimat lub aborcja. Skala i zakres działań branży wpływu jest ogromna. W Tactical Tech przyjrzeliśmy się im w kontekście wyborów lokalnych i regionalnych, parlamentarnych i prezydenckich. 

Zindeksowaliśmy i zweryfikowaliśmy ich oświadczenia, sprawdziliśmy, kim są ich klienci, poświęciliśmy czas na rejestrowanie ich wydatków i budowanie sieci partnerów w celu monitorowania ich pracy podczas wyborów w prawie 40 krajach. Odkąd zaczęliśmy pracować nad branżą wpływu i próbować zrozumieć te „maszyny wpływu”, zaobserwowaliśmy również ogromne przyspieszenie w ilości narzędzi dostępnych dla tej branży, a w szczególności pojawienie się wszechobecnych rozwiązań uczenia maszynowego lub tak zwanych narzędzi AI.

To ma znaczenie, ponieważ kryzysy są wykorzystywane nie tylko do dzielenia i sortowania jednostek i społeczności, ale także w coraz większym stopniu do przyciągania lub odbierania głosów.

Istnieje potrzeba lepszego zrozumienia, w jaki sposób informacje o kryzysach wysuwają się na pierwszy plan i dlaczego.

W tym kontekście pojawia się po raz kolejny potrzeba ponownego połączenia się. Nasze doświadczenie w pracy w przestrzeni publicznej i pracy z różnymi odbiorcami w setkach dużych i małych miast na całym świecie pokazuje, że nie brakuje chęci lepszego zrozumienia, w jaki sposób informacje o kryzysach wysuwają się na pierwszy plan i dlaczego.

Dzieli nas wiele. To, w jaki wykorzystujemy technologie cyfrowe do uzyskiwania dostępu do informacji i formułowania opinii, ale też modele biznesowe, które zapewniają nam wszystkie te narzędzia. Narzędzia, które monetyzują naszą uwagę, a nasza uwaga rośnie w miarę przecinania się kryzysu i zamieszania. To nie jest neutralne terytorium, ale pole bitwy wyrafinowanych maszyn wpływu walczących o dwa zyski:

  • wpływy – kto kontroluje politykę,
  • pieniądze – ponieważ ostatecznie zawsze chodzi jednak o pieniądze.

Bez względu na to, jak uzależnieni jesteśmy od cyfrowych narzędzi i zabawek, nie powinniśmy się poddawać i starać się zrobić co najmniej dwie rzeczy:

  1. odzyskać kontrolę nad tym, jakich narzędzi chcemy i do czego ich potrzebujemy – w tym nad tym, kto je produkuje, jak je produkuje i co twórcy tych narzędzi z tego mają,
  2. eksperymentować z narzędziami, których chcemy i przestrzeniami, których potrzebujemy do rzeczy, na których nam zależy, zamiast odwiedzać podejrzane sale lustrzane, w których wszystko jest pokręcone i do góry nogami, a po pewnym czasie nawet nie tak zabawne.

Inne teksty, które Cię zaciekawią:

Newsletter
Dołącz do grona ponad 10 000 zaangażowanych subskrybentów i dwa razy w miesiącu otrzymuj nieodpłatnie nową dawkę wiedzy, inspiracji oraz technologicznych recenzji i porad od ekspertów i ekspertek programu Sektor 3.0.
Fundusz Sektor 3.0 - Zapisy Trwają
dni   
:
: