Ułatwienia dostępu

Łączymy ludzi z kulturą. Jak Stowarzyszenie Flâneur ratuje sztukę dzięki narzędziom cyfrowym? 

Kopia – blog-sektor30-cover-1240x575
Świat organizacji społecznych jest bardzo różnorodny. Często misja NGO wskazuje, co jest ważne dla lokalnych społeczności lub całego społeczeństwa. Wśród pól działania jest także sztuka. Organizacje działające na tym polu często zgłaszają interesujące projekty do Funduszu Sektor 3.0. W tegorocznej edycji dofinansowanie trafiło do organizacji, która chce zachować dziedzictwo kulturowe dzięki nowoczesnym narzędziom. Zapraszamy na rozmowę z przedstawicielkami Stowarzyszenia Badawczo-Animacyjnego Flâneur Natalią i Małgorzatą Szelachowskimi.

Świat organizacji społecznych jest bardzo różnorodny. Często misja NGO wskazuje, co jest ważne dla lokalnych społeczności lub całego społeczeństwa. Wśród pól działania jest także sztuka. Organizacje działające na tym polu często zgłaszają interesujące projekty do Funduszu Sektor 3.0. W tegorocznej edycji dofinansowanie trafiło do organizacji, która chce zachować dziedzictwo kulturowe dzięki nowoczesnym narzędziom. Zapraszamy na rozmowę z przedstawicielkami Stowarzyszenia Badawczo-Animacyjnego Flâneur Natalią i Małgorzatą Szelachowskimi.

Filip Jędruch (Sektor 3.0): Zacznijmy od połączenia dwóch rzeczy, które mogą wydawać się rozbieżne. Z jednej strony mamy sztukę w rzeczywistej przestrzeni publicznej, którą trzeba dostrzec na żywo. Z drugiej jest świat wirtualny, cyfrowy zbiór albo katalog. Jak to połączyć? Czy to jest to samo doświadczenie, czy raczej chodzi o coś zupełnie innego?

Natalia Szelachowska (Stowarzyszenie Badawczo-Animacyjne Flâneur): Staramy się, żeby w naszej działalności łączenie tych dwóch obszarów odbywało się równolegle. Są to elementy, które się uzupełniają. Nasz patron to miejski odkrywca – flaneur. Tak jemu, jak i nam przyświeca idea uważnego obserwowania miejskiego życia, zjawisk, jakie w mieście zachodzą, działań kreatywnych, przekształcających anonimową przestrzeń w miejsce do ciekawego życia, miejsce, w którym lubi się być. Z taką uczestniczącą obserwacją realnej przestrzeni miejskiej łączymy nowe technologie i robimy to, realizując dwa duże programy. 

Pierwszym, realizowanym w pandemii, był Canaletto.online. To przygotowana przez nasze Stowarzyszenie internetowa gra miejska na spostrzegawczość, w której nastąpiło połączenie osiemnastowiecznych obrazów Warszawy włoskiego malarza Bernarda Bellotta, zwanego Canalettem, ze współczesnymi detalami, które wprowadziliśmy do cyfrowych reprodukcji. Współpracowaliśmy przy tym z utalentowanym malarzem, który „domalowywał” cyfrowo do historycznych obrazów stolicy czasami zaskakujące elementy. Gracze musieli rozpoznać, co wyszło faktycznie spod pędzla Canaletta, a co jest nowym, żartobliwym dodatkiem. Do tego rozwinęliśmy również aplikację na urządzenia mobilne, która umożliwia zwiedzanie Warszawy wzdłuż Traktu Królewskiego śladami widoków Warszawy pędzla Canaletta. 

Kolejnym ważnym działaniem, które podjęliśmy, był projekt „Oko na Sztukę”. Idąc tropem Zbigniewa Brodowskiego, artysty, który żył i tworzył na dawnym Osiedlu Młodych, obecnym Osiedlu Szaserów w Warszawie, dotarliśmy na Wolę pod mozaikę, która zaprojektował i stworzył w 1976 roku, wraz z Krystyną Pniakowską, dla reprezentacyjnego biurowca ówczesnych Zakładów Mechanicznych im. Marcelego Nowotki. W ramach cyklicznych Europejskich Dni Dziedzictwa zorganizowaliśmy pod mozaiką, we wrześniu 2022 roku, otwarte spotkanie dla varsavianistów i wszystkich miłośników sztuki publicznej. To był moment natchnienia, bo wydarzenie spotkało się z zainteresowaniem kilkudziesięciu osób, które dotarły do tego dosyć odległego miejsca mimo fatalnej pogody, a w konsekwencji informacja o mozaice i naszych działaniach odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych.

Zaczęliśmy się zastanawiać, ile takich mozaik jest w Polsce. Żadnych zebranych, oficjalnych danych na ten temat nie ma. To dzieła, które powstały między 1945 a 1989 rokiem i najczęściej nie podlegają żadnej ochronie prawnej. Są niszczone, zaniedbane, zasłaniane bezrefleksyjnie przez warstwy izolacyjne na remontowanych budynkach. Ten artystyczny, niepowtarzalny krajobraz polskich miast i miasteczek znika, a jednocześnie coraz więcej ludzi odkrywa, że jest częścią ich lokalnej tożsamości i domaga się dla niego oraz poszczególnych dzieł sztuki publicznej ochrony ze strony instytucji państwowych. Słyszymy te głosy, dlatego podjęliśmy starania, aby ocalić w maksymalnym stopniu ten fenomen, używając do naszych działań także nowych technologii.

Małgorzata Szelachowska (Stowarzyszenie Badawczo-Animacyjne Flâneur): Takie połączenie odbioru dzieła w rzeczywistości oraz przez media elektroniczne niezwykle rozszerza dostępność sztuki dla publiczności, ponieważ dostępność cyfrowa znacznie przewyższa dostępność fizyczną.

Młode pokolenia, które często w ogóle nie interesowałyby się sztuką dawną, mogą teraz mieć dostęp do dzieł starych mistrzów w zupełnie innej formie. Następuje coś w rodzaju reusingu dzieła sztuki – zademonstrowania go, a czasem wręcz użycia w formie atrakcyjnej dla pokoleń cyfrowych, które pracują i bawią się, korzystając przede wszystkim z urządzeń ekranowych.

Z drugiej strony to szansa dla dojrzalszych pokoleń, które uzyskały dostęp do platform cyfrowych i mediów społecznościowych, z których nadspodziewanie często korzystają. Uczą się w ten sposób poruszać po świecie cyfrowym. To jest rodzaj edukacji medialnej prowadzonej na bazie treści, które są dla tej grupy odbiorców atrakcyjne. Dzięki temu zyskują oni dostęp do nowych źródeł wiedzy, dzieł sztuki, ale też tworzą wirtualne społeczności. Obserwujemy, jak takie grupy powstają wokół projektów, które prowadzimy. To społeczności międzypokoleniowe i bez granic, w każdym sensie tego słowa. To jest odzwierciedleniem naszej misji: „Kultura łączy ludzi, dlatego my łączymy ludzi z kulturą”.

Natalia i Małgorzata Szelachowskie (Stowarzyszenie Badawczo-Animacyjne Flâneur)

Społeczność to bardzo ważny wątek. Czy chcecie w ten sposób zbudować grupę cyfrowych opiekunów zabytków? Widzę, że wyciągają Panie rękę w różnych kierunkach, wchodzą w dialog z różnymi podmiotami, również przez media społecznościowe. Czy taki efekt ma przynieść Atlas, czyli aplikacja, która powstała podczas Funduszu Sektor 3.0?

NS: Nasze narzędzie, czyli platforma „Atlas/Katalog powojennej sztuki w przestrzeni publicznej”, ma być z zasady proste i powstaje z myślą o kilku grupach odbiorców. 

Pierwsi to eksploratorzy, odkrywcy, czyli osoby, które za jej pośrednictwem zaznaczą ulubione mozaiki albo inne dzieła na udostępnionej w naszej aplikacji mapie. Będą mogły wymieniać się treściami między sobą albo zaplanować wycieczkę tematyczną.

Druga grupa to osoby bardziej zaangażowane, czyli opiekunowie. Mieliśmy już pierwsze szkolenie dla grupy zainteresowanych osób, część z nich zadeklarowała, że bardzo chętnie weźmie udział w beta-testowaniu narzędzia. Dzięki temu będziemy mogli przygotować ostateczną wersję tak, by zapewnić, że będzie rzeczywiście używana, odpowiadając na potrzeby użytkowników. Element crowdsourcingowy jest jedną z idei, które przyświecają nam od początku pracy nad tym narzędziem, dlatego tak bardzo zależy nam na najlepszej funkcjonalności aplikacji. 

Spacer po Os. Młodych (2023)

Istnieją już platformy, które pełnią funkcję dobrej bazy wiedzy, jak zabytek.pl prowadzona przez Narodowy Instytut Dziedzictwa. Ale ponieważ my zajmujemy się dziełami, które formalnie nie są jeszcze zabytkami, nie obejmuje ich żaden oficjalny system. Naszymi działaniami chcemy przenieść te dzieła sztuki na wyższy poziom ochrony niż sprzeciw lokalnych społeczności, który bywa niewystarczający. Naszym celem jest sprawić, żeby przynajmniej część z nich trafiła do rejestru zabytków. Pomoc społeczności upominającej się o lokalne dziedzictwo kulturowe jest w tym procesie nieodzowna, zwłaszcza ze względu na skalę tego ogólnopolskiego zjawiska.

Nawet pobieżne przeszukiwanie Internetu czy profili społecznościowych niektórych zapaleńców potrafi przynieść wiedzę o dziesiątkach potencjalnych zabytków. Współpracujemy też z instytucjami z całej Polski, które realizowały lokalnie zbliżone do naszego projekty. Stąd nasze pojęcie o skali wyzwania.

Czyli ta idea znajduje odzwierciedlenie w ludziach? Ludzie chcą pomagać, chcą opisywać, co jest to dla nich ważne, i wykorzystywanie cyfrowych narzędzi nie przysparza im trudności?

NS: Na początku mocno zastanawiałyśmy się, czy taką drogę wybrać. Wątpliwości dotyczyły emocji, które może budzić sztuka powojenna, czyli sztuka z okresu PRL. Bierzemy pod uwagę, że mogą pojawić się negatywne głosy, ze względu na ten okres historyczny. Ale dostajemy też wsparcie od bardzo wielu osób, które są zainteresowane tematem, nie oceniając dzieł sztuki przez pryzmat ideologii politycznych. Ta duża grupa chce się angażować, chce się dowiadywać i chce się dzielić tym, co odkrywa. W tę pracę wkrada się też element grywalizacji: kto pierwszy odkryje, doda, opisze albo doprowadzi do ochrony mozaiki.

Nasze Stowarzyszenie i tworzona przez nas aplikacja „Atlas/Katalog” stały się łącznikiem: po pierwsze między światem wirtualnym a rzeczywistym, a po drugie między instytucjami a społecznością.

Wypełniamy pewnego rodzaju lukę i realizujemy potrzebę coraz głośniej wyrażaną przez społeczności, zwłaszcza lokalne. To są społeczności, które protestują przeciwko pozbawianiu ich dziedzictwa kulturowego, historycznego, narodowego.

Dzieła sztuki z okresu powojennego często nie są chronione prawnie. Ich zniszczenie czy usunięcie nie jest w żaden sposób karalne i nie pociąga za sobą konsekwencji, poza ewentualną infamią społeczną i niechęcią wobec inwestora, który się na to zdecyduje.

Korzystamy z dobrej atmosfery, która pojawiła się w instytucjach publicznych, przede wszystkim wśród konserwatorów zabytków. Ruchy społeczne są dostrzegane, głosy społeczności są słyszane i konserwatorzy wpisują albo chcą wpisywać powojenne dzieła sztuki publicznej do rejestru zabytków. Tylko że proces administracyjny towarzyszący decyzji jest bardzo wymagający. Potrzebne są zdjęcia, dokumentacja historyczna, kwerendy w archiwach i bibliotekach, trzeba wypełnić dość szczegółową kartę ewidencyjną, trzeba dostarczyć wyczerpującego uzasadnienia dla wpisu, aby decyzja konserwatora zabytków była niepodważalna. 

I to jest przestrzeń dla naszego Stowarzyszenia oraz dla społecznych opiekunów dzieł sztuki, formalnych i nieformalnych. Dostarczając wiedzę do takiej karty ewidencyjnej, mogą ułatwić konserwatorom przeprowadzenie procedury administracyjnej. To jest nasz cel. Chodzi nam o to, żeby jak najwięcej tych dzieł uzyskało nie tylko ochronę społeczną, ale też prawną.

Natalia i Małgorzata Szelachowskie (Stowarzyszenie Badawczo-Animacyjne Flâneur) Fot. Karolina Szczepocka

Stowarzyszenie wzięło udział w Funduszu Sektor 3.0. To inicjatywa, która działa od wielu lat. Przez ten proces przeszło już wiele zespołów. Często pojawiają się podobne głosy: zgłosiliśmy się, nie wiedzieliśmy do końca, czy to się uda. Mówi się też, że sam proces uczy, jak nie przywiązywać się do pierwszego pomysłu. Jak to było w Państwa przypadku? Czy zgłoszenie było spontaniczne, na zasadzie „wyślijmy”, czy raczej przemyślane i wyczekane? Jak przebiegał sam proces? Były trudne momenty?

NS: Nie byłyśmy pewne, czy to dobry moment, żeby iść w kierunku rozwiązań cyfrowych. Przez rok rozwijaliśmy „Oko na Sztukę” w formie spacerów tematycznych i spotkań eksperckich – wydarzeń mocno osadzonych w konkretnej tkance miejskiej i prowadzonych na żywo.

Cały czas mieliśmy jednak poczucie, że sztuka w przestrzeni publicznej wymaga więcej uwagi. Nie tylko w Warszawie. Była pewna potrzeba. Czułyśmy, że potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam przejść na wyższy poziom. 

Jestem fanką Sektora 3.0 od wielu lat. Kiedyś uczestniczyłam w jego konferencjach, bo zawsze dawały mi bardzo dobre zaplecze dotyczące tego, jak organizacje pozarządowe mogą korzystać z technologii. Mimo to wysyłałyśmy zgłoszenie z pewną dozą nieśmiałości. Patrzyłyśmy na organizacje, które wygrywały w poprzednich edycjach – na przykład fundacje takie jak Niezła Sztuka, czyli poważni gracze zajmujący się tematyką bliską naszemu Stowarzyszeniu. 

W momencie wysyłania zgłoszenia miałyśmy bardzo dużo pytań, dotyczących tego, jak nasz projekt ma dalej wyglądać. Ale poczucie, że udział w programie to także proces inkubacji, czas na wypracowanie rozwiązania, które na końcu zostanie zaprezentowane, to nam dawało przestrzeń. Myślałam: jeśli przejdziemy do finału, ruszymy pełną parą i będziemy rozwijać, dyskutować, sprawdzać.

MS: Powszechnie utarło się, że sztuka i kultura są miłym dodatkiem, ale nie są czymś niezbędnym człowiekowi do życia. Inne wyzwania – związane na przykład ze zdrowiem dzieci, przemocą czy cyberprzemocą – to są te luki, którymi państwo nie jest w stanie w pełni skutecznie zarządzić, i którymi organizacje pozarządowe powinny się zajmować.

Dlatego wydawało mi się, że zawsze będziemy w rankingach na szarym końcu i nawet nieświadomie nie będziemy postrzegane jako organizacja, która może zrobić coś istotnego. Okazało się inaczej. Satysfakcja jest więc tym większa.

A sam proces? Jaki był? Na pewno był wymagający czasowo: spotkania weekendowe, wielogodzinna praca, zadania domowe, eksperci. Czy zostało z tego coś, co możecie wykorzystywać przy dalszych inicjatywach albo działaniach społecznych na innych polach?

NS: Zdecydowanie. Proces inkubacji, zwłaszcza z uwagi na skromną wielkość naszej organizacji, był bardzo intensywny i wymagał poświęceń czasowych. Ale było w tym też pewne poczucie komfortu, ponieważ przeznaczyłyśmy ten czas, żeby zająć się systematycznie konkretnymi tematami. Tematami, które pod okiem mentorów musiałyśmy opracować, żeby dobrze zrozumieć, jak projekt powinien wyglądać.

Dynamika w naszych projektach wygląda zazwyczaj inaczej: mamy pomysł, a potem weryfikujemy go w trakcie rozwoju. Sprawdzamy, czy spacery tematyczne, które nas bardzo interesują, są dobrą formą, czy pojawiają się na nich uczestnicy? Czy publikacja o lokalnych artystach jest czymś, co ludzie będą pobierać, czy raczej czymś ważnym dla nas, z czego potem możemy korzystać i budować dalsze działania?

W przypadku narzędzia „Atlas/Katalog” zaczęliśmy od białej kartki. W praktyce była to tablica Miro, konsekwentnie rozszerzana i uzupełniana. Musimy też wspomnieć o wolontariuszkach UX, które wspierały nas przez cały proces i były bardzo zaangażowane. Bardzo nam pomagały, uzupełniały wiele rzeczy związanych z zakresem rozwoju projektu, a ponieważ miały już doświadczenie w takim myśleniu, przychodziło im to dużo łatwiej niż nam.

Mamy stale dostęp do wypracowanej w procesie inkubacji tablicy na platformie Miro. Jest tam taka porcja wiedzy, że jeśli będziemy dalej rozwijać „Atlas/Katalog” – a na pewno będziemy – mamy notatki, wskazówki i dobre zaplecze w jednym miejscu. Wszystko jest dobrze opracowane.

MS: Udział w tym ważnym i poważnym przedsięwzięciu – dzięki Sektorowi, który stworzył nam taką możliwość, poświęcił czas oraz środki na prowadzenie nas przez kilkumiesięczny proces mentoringowy – powoduje zmianę sposobu myślenia.

Do tej pory traktowałyśmy projekt poważnie, ale jednak na pewnym poziomie amatorskim. Jeśli miałby przynieść efekt to dobrze, a jeśli nie – to trudno. Udział w Funduszu przyniósł profesjonalizację. Dostałyśmy możliwość przeniesienia naszych działań i naszego projektu na wyższy poziom. 

Natalia i Małgorzata Szelachowskie (Stowarzyszenie Badawczo-Animacyjne Flâneur) z czekiem podczas finału Funduszu Sektor 3.0, Fot. Karolina Szczepocka

Sam fakt udziału w procesie inkubacji dał projektowi kontekst i legitymizację ze strony poważnego partnera. Dzięki temu widzimy, że inni partnerzy instytucjonalni i inne organizacje zaczynają być otwarci na rozmowy. Pewnie trudniej byłoby nam zwrócić się do nich z propozycją współpracy, gdyby nie poziom, który osiągnęłyśmy. To dało nam pewnego rodzaju poświadczenie, że jesteśmy odpowiedzialnym, poważnym podmiotem.

Sprawdź także:

Newsletter
Dołącz do grona ponad 10 000 zaangażowanych subskrybentów i dwa razy w miesiącu otrzymuj nieodpłatnie nową dawkę wiedzy, inspiracji oraz technologicznych recenzji i porad od ekspertów i ekspertek programu Sektor 3.0.