Filip Jędruch (Sektor 3.0): Opowiedzmy o początku. Kiedy nowe technologie pojawiły się na Państwa radarze? Kiedy zwróciły Pani uwagę i kiedy pomyśleli Państwo, że jeśli wciągniecie je do swoich działań, mogą przynieść oczekiwany albo nawet nieoczekiwany efekt?
Jolanta Czernicka-Siewecka (Fundacja ISKIERKA): Jeśli mówimy o pierwszym takim momencie, to było to 15 lat temu. W obszarze naszych działań społecznych kluczowym doświadczeniem był projekt kinectowy, który realizowaliśmy z Microsoftem w 2011 roku. Microsoft wydał świetne narzędzie rozrywkowe do zabawy i gier, a my dostrzegliśmy w nim niezwykły potencjał rehabilitacyjny, o którym inni jeszcze nie pomyśleli.
Zaczęliśmy rozmawiać o przeprowadzeniu pilotażu, na początek na trzech oddziałach onkologii dziecięcej. Chcieliśmy zobaczyć, jaki będzie efekt. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Dla dzieci było to narzędzie atrakcyjne i interaktywne, łączące grę z zabawą. A przy okazji nasi podopieczni, którzy w trakcie leczenia dużo czasu spędzają, leżąc w łóżkach, zaczęli wstawać, przychodzić na świetlicę i uczestniczyć w zabawie. Mogli dowolnie wybierać: taniec, boks, tenis czy inne aktywności.
To był pierwszy moment, kiedy zobaczyliśmy, że narzędzie wyprodukowane do celów rozrywkowych może służyć rehabilitacji i integracji oraz wspierać pracę psychologa. Doprowadzaliśmy do sytuacji, w których dziecko zapraszało do gry w piłkę albo inną dyscyplinę ordynatora, lekarza czy pielęgniarkę. I nagle tworzyły się relacje, które na co dzień są bardzo formalne, bo każdy jest w swojej roli. To narzędzie pomagało nieco przełamać tę formalność.
Cudownie było zobaczyć, jak ordynator gra z dzieckiem w tenisa i rozmawia z nim na ten temat. Pamiętam też świetne doświadczenie z Krakowa, kiedy nasz podopieczny zaprosił panią oddziałową do boksu, a na koniec skomentował: „nareszcie panią znokautowałem”. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. A mnie zapaliła się lampka, że to może być narzędzie do pracy z psychologiem.
Czasami dzieci w szpitalu kumulują w sobie emocje związane z bólem i dyskomfortem wywołanym leczeniem. Z psychologiem mogą bezpiecznie porozmawiać o tym, jak się nimi zaopiekować, żeby nie stały się destrukcyjne. Projekt kinectowy dał szansę na to, aby nawet w szpitalu właśnie poprzez ruch dzieci mogły dać ujście trudnym emocjom.
Później zaczęliśmy szerzej przyglądać się technologiom wspierającym organizację od strony administracyjnej. Pamiętam, że kilkanaście lat temu CRM nie był jeszcze tak oczywistym narzędziem jak obecnie. Kiedy w biznesie mówiło się: „mamy CRM”, robiło to wrażenie, a w przypadku organizacji społecznej było czymś jeszcze bardziej nowatorskim. Przyglądaliśmy się temu z zaciekawieniem i otwartością, zastanawiając się, w jaki sposób takie narzędzie może usprawnić naszą codzienną pracę i zarządzanie relacjami. Dzisiaj to narzędzie pomaga nam w budowaniu relacji i w przygotowywaniu różnych kampanii.
Czy to było zaskoczenie, że ten pilotaż tak chwycił? Chcieli Państwo osiągnąć jakiś efekt, ale wyszło nadspodziewanie dobrze. Były przy tym emocje?
Myślę, że wyszło nadspodziewanie dobrze dlatego, że bardzo mocno pracowaliśmy nad otwartością. Kiedy pojawia się coś zupełnie nowego, ludzie jeszcze nie wiedzą, jak z tym pracować. Często pojawiają się opór i obawy przed tym, co nieznane i z czym nie wiadomo, jak pracować.
Kiedy ustaliliśmy z Microsoftem, że robimy pilotaż, a potem zobaczyliśmy, że przyniósł dobre efekty, zaczęliśmy dalej rozwijać ten pomysł: może Kinect powinien trafić na wszystkie oddziały w Polsce? I tu zaczęła się praca z lekarzami i pielęgniarkami. Jeździliśmy po oddziałach i opowiadaliśmy, do czego może być wykorzystywane to narzędzie.
Zapraszaliśmy do osobistego wypróbowania urządzenia. Chodziło o to, żeby lekarz, pielęgniarka i rodzic stanęli ramię w ramię z dzieckiem i spróbowali tego, co ono wybrało. To pokazało, że kiedy angażujemy ludzi, od razu zmniejsza się pierwszy opór. Zamiast pytań: „po co?” i „dlaczego?”, pojawiała się koncentracja na zaletach i na tym, jak można to wykorzystać. Szybko pojawiły się pytania, kiedy dostarczymy narzędzie.
To było bardzo ważne: przygotować do nowych technologii osoby, które mają być odbiorcami produktu. Poszliśmy też krok dalej. Kiedy rozszerzyliśmy projekt na obszar całego kraju, zaczęliśmy intensywnie prezentować go podczas konferencji i w środowisku medycznym. Byliśmy m.in. na konferencji kardiologicznej u śp. profesora Zembali, podczas której pokazywaliśmy, że Kinect to świetne narzędzie również do rehabilitacji kardiologicznej.
W naszych działaniach ogromną rolę odgrywa odwaga w myśleniu procesowym: jeśli coś pomogło tutaj, to gdzie jeszcze mogę to wdrożyć, kogo zainspirować albo kogo namówić, żeby chociaż zobaczył i spróbował. Jeśli powie „nie”, to w porządku, ale może uda się coś zmienić. I to może być pierwszy krok do zmiany.
To jest też droga organizacji: od organizacji, która bierze coś i pilotuje proces, do organizacji, która zaczyna o tym mówić na zewnątrz i przekonywać innych – to duży skok.
To jest bardzo duży skok. I myślę, że bardzo ważne jest pielęgnowanie w sobie otwartości na nowe rzeczy, które się pojawiają.
Nawet jeśli trochę się boję, to wychodzę z założenia: bój się, ale działaj i sprawdzaj.
Siłą organizacji pozarządowych może być fakt, że biznes tworzy nowe technologie, często kierując się swoimi potrzebami. Organizacje pozarządowe mają przywilej i szansę widzieć inne aspekty społeczne, które są ważne w obszarach, w których działamy. Możemy sprawdzać, czy te technologie da się wdrożyć w naszych działaniach. Jeśli okazują się przydatne i możliwe do szerszego zastosowania, trzeba to nagłaśniać, bo wtedy wszyscy z tego korzystamy.
Nie chcę mówić, że „warto”, bo to trochę oczywiste, ale naprawdę zachęcam do próbowania. To wymaga odwagi i umiejętności myślenia procesowego, a tego nabiera się z czasem. Żeby mieć doświadczenie, trzeba próbować. Nawet jeśli się nie uda, to takie doświadczenie też pozwala nam zrobić krok naprzód.
Organizacjom społecznym przydałaby się supermoc ciekawości, żeby mogły spojrzeć, spróbować, przetestować coś na małym wycinku. Jak powinniśmy podchodzić do szukania nowinek i wprowadzania ich w życie organizacji? Szukać trendów z lotu ptaka i potem schodzić niżej? Wychodzić od potrzeb organizacji i grupy docelowej?
Poruszył pan wiele różnych perspektyw.
Uważam, że narzędzia zawsze mają czemuś służyć i odpowiadać na realną potrzebę. To jest jedna perspektywa. W naszej organizacji często zapewnia nam ją rozmowa z rodzicami, dziećmi, lekarzami, pielęgniarkami, dyrektorami i osobami, z którymi współpracujemy.
Pytamy, co widzą, co wnoszą i jakie potrzeby zgłaszają. Wtedy zastanawiamy się, na co powinniśmy zwrócić uwagę, na co zareagować albo co zainicjować.
Warto patrzeć na to, co pojawia się na rynku nowych technologii, zwłaszcza dzisiaj, kiedy jest tak dużo narzędzi i możliwości. Ale trzeba patrzeć, wybierać, konsultować i dopytywać, jak świadomie te narzędzia wprowadzać. Kinect był czymś zupełnie nowym. Dzisiaj narzędzi jest tak dużo, że tym bardziej trzeba się zastanowić, co rzeczywiście nam służy i odpowiada na realne potrzeby.
Przy dzisiejszym tempie zmian i liczbie nowych technologii warto też uważać, żeby się od razu nie zachłysnąć. „Cudownie, pojawiło się AI i wszyscy będziemy z niego korzystać”. Cudownie, że się pojawiło, ale poczekajmy chwilę. Weźmy trzy głębokie wdechy, popatrzmy i zastanówmy się realnie, co jest nam potrzebne i z czego możemy skorzystać.
Dzięki wykorzystaniu AI możemy spersonalizować książkę, wprowadzając do niej zdjęcie dziecka i zamieniając je w głównego bohatera opowieści. Możemy również uwzględnić niektóre indywidualne elementy, na przykład sposoby radzenia sobie z bólem czy skład rodziny. Sama książka może zostać wygenerowana w kilkanaście minut, po czym trafia do druku.
Kiedy opadły pierwsze emocje związane z AI, zaczęliśmy przyglądać się temu, jak możemy wykorzystać tę technologię w konkretnych działaniach. Jednym z przykładów jest bajka terapeutyczna przygotowana przez naszą psycholog, Małgorzatę Berezę-Stanisławską. Jej treść koncentruje się na kompetencjach, które pomagają budować odporność psychiczną dziecka i lepiej radzić sobie z trudnymi doświadczeniami związanymi z leczeniem.
Następnie rodzice, dziadkowie lub psycholog siadają z dzieckiem i czytają. Nie ma lepszej lektury na wieczór niż opowieść o tobie samym i o tym, jakie masz w sobie moce. To dla mnie przykład mądrze wykorzystanego narzędzia, które odpowiada na realne potrzeby.
Podam też drugi przykład – kody QR, które są niezwykle pomocne w komunikacji z rodzicami i które szeroko wykorzystujemy w naszych materiałach. Na przykład w Segregatorze Onkorodzica, czyli poradniku dla rodzin, które dopiero trafiają na oddział. W pierwszym szoku i oszołomieniu, kiedy rodzic dowiaduje się, że jego dziecko jest chore i nie wie, jak poruszać się po systemie, dostaje od nas Segregator, w którym cały proces leczenia jest opisany krok po kroku.
W tym poradniku są właśnie kody QR, które przekierowują do naszej strony onkorodzice.pl – rzetelnej bazy wiedzy o chorobach nowotworowych współtworzonej z lekarzami i pielęgniarkami.
Są tam webinary i materiały obejmujące okres od momentu rozpoznania aż po dorosłość. Z perspektywy edukacyjnej ma to przeciwdziałać dezinformacji, żeby rodzic nie szukał odpowiedzi u doktora Google ani nie pytał ChatGPT, który też ma swoje halucynacje. Tutaj może przejść przez cały proces poszukiwania informacji, korzystając z jednego rzetelnego źródła.
Wychodzimy z założenia, że wiedza pomaga oswoić strach i lęk. Wtedy rodzicowi łatwiej jest być partnerem w procesie leczenia. Nowe technologie pomagają nam szerzyć tę wiedzę i docierać do coraz większej liczby rodziców dzieci chorych onkologicznie, aby skutecznie ich wspierać.
Słyszę, że nie powinniśmy iść za trendami. Jeśli coś błyszczy na horyzoncie, nie powinniśmy wprowadzać tego bez zastanowienia, tylko dlatego, że inni korzystają albo że jest taka możliwość. To też kwestia odpowiedzialnego wykorzystania technologii i kontroli nad tym procesem. Jak organizacje społeczne powinny patrzeć na to, co się dzieje? Czy właśnie przez pryzmat odpowiedzialności?
Myślę, że odpowiedzialność to jedno, a drugie to zdrowe, krytyczne myślenie. Bardzo ważne jest pielęgnowanie w sobie zdrowego krytycyzmu. Zanim z czegoś skorzystam, odpowiadam sobie na pytania: po co jest mi to potrzebne? Na jaką potrzebę odpowiada? Co mi zastąpi? W jaki sposób i komu pomoże?
Obecnie jest tak dużo narzędzi, że gdyby chcieć wdrożyć wszystko naraz, to obawiam się, że fundacjom nie starczyłoby pieniędzy.
Mamy zasadę: poczekajmy chwilę i zobaczmy, czy za jakiś czas nadal będzie nam to potrzebne. Czy to nie jest tylko moment zachwytu? Czasem my też temu ulegamy. Coś wydaje się fantastyczne, ale mijają trzy lub cztery miesiące i okazuje się, że nie korzystamy z tego rozwiązania. Nie musimy go mieć, praca nadal przebiega sprawnie.
Chodzi o przytrzymanie pierwszych emocji i zachwytu. Porozmawiajmy o tym wewnątrz organizacji: czy naprawdę jest nam to potrzebne? Jeśli usprawni pracę, to gdzie? Jaki efekt chcemy osiągnąć? Po czym go rozpoznamy albo po czym chcielibyśmy go rozpoznać?
Warto sprawdzać, gdzie wystarczą darmowe narzędzia, a gdzie w rozwoju organizacji przychodzi moment, w którym trzeba już mieć jedno albo dwa profesjonalne rozwiązania, bo dzięki nim do przodu idzie cała organizacja, a nie tylko poszczególne osoby.
Patrzenie z lotu ptaka to tylko jedna z perspektyw. Trzeba patrzeć z góry, ze środka i z boku. Czasami trzeba posłuchać osób z zewnątrz, bo one widzą więcej, nie będąc w środku. Cały czas warto mieć z tyłu głowy: słuchajmy tego, co mówią inni, ale patrzmy i sprawdzajmy, czy to naprawdę jest potrzebne.
Przejdźmy do Nagrody Sektor 3.0, której Fundacja ISKIERKA jest laureatką. Czy warto było wysłać zgłoszenie?
Oczywiście, że było warto. Zachęcam wszystkie organizacje, by zgłaszały swoje projekty i dzieliły się z innymi swoimi pomysłami!
Po pierwsze, nagroda jest formą docenienia pracy całego zespołu. Dotyczy to również naszej psycholog, która wymyśliła projekt „Tarcza zdrowienia” i wspólnie z firmą Bajka o Mnie wypracowała sposób wdrożenia nowego narzędzia w naszej organizacji.
To bardzo motywuje cały zespół, ponieważ radość udziela się wszystkim. Dodatkowo nagroda wiąże się z konkretnym wsparciem finansowym. Kiedy wiemy, że otrzymaliśmy środki, możemy dalej planować i układać działania, które pozwolą nam rozwijać projekt spersonalizowanej książeczki AI dla dzieci chorych onkologicznie.
Jolanta Czernicka-Siwecka: Prezeska Fundacji ISKIERKA, kreatorka zmian społecznych, trenerka, coach i superwizorka. Tutorka w Szkole Liderstwa im. Zbigniewa Pełczyńskiego w Programie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Laureatka Nagrody Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta w kategorii Działalność Społeczna oraz nagrody Fundacji POLCUL za budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Poprzez Fundację ISKIERKA tworzy systemy wsparcia, łącząc społeczne zaangażowanie biznesu z działaniami na rzecz poprawy jakości opieki zdrowotnej nad dziećmi z chorobami nowotworowymi oraz wsparcia ich rodzin. Ponownie powołana do Rady Uczelni Śląskiego Uniwersytetu Medycznego na kadencję 2025–2028, w której wnosi perspektywę organizacji pacjenckiej. Współpracuje z Biurem Rzecznika Praw Pacjenta oraz Polskim Towarzystwem Onkologii i Hematologii Dziecięcej.